Wiejsko, przedświątecznie….

Zanim rozpędzę się do pracy, krótki czas na bloga…..otóż dziś z rana zmartwiła mnie wiadomość, że nasz szambiarz, którego wynalazłam metodą spisania telefonu z deski przybitej na drzewie, odmówił współpracy. Byłam bardzo zadowolona z jego usług, trwało krótko i nie było zawracania głowy. Natomiast człowiek się przestraszył; wie pani, robią zdjęcia, ja nie mam koncesji na teren pani rancha, nie mogę na lewo, to grozi wysokimi karami. W oczach stanęło mi widmo fotografowanego przez wrogie siły szambo-jeta mojego życzliwego szambiarza i strach w oczach, że obciążą go karą, bo wybiera gówna z niewłaściwego miejsca. Komu przyszedłby do głowy taki pomysł podkablowania? W końcu konkurencji chyba nie ma za wiele, zajęcie nie jest zbyt atrakcyjne, to nie są taksówki warszawskie, mocno podupadające wskutek działalności Ubera i innych tego typu przewoźników. Widocznie w tych czasach nie ma co liczyć na wolność gospodarczą na przykład na wsi, skoro zawistny fotograf może zrujnować życie i doprowadzić do bankructwa. Utwierdziło mnie to po raz kolejny w przekonaniu, że suweren musi mieć knuta nad plecami, wolność gospodarcza to pojęcie abstrakcyjne a jedyna dobra władza to ta co kradnie, ale daje.

Krowy zniknęły jakiś czas temu, zresztą jakieś kilka dni po mojej interwencji. Bob mi powiedział, że faktycznie ludzie z gminy przyjechali i chyba musieli wywrzeć presję na facecie, bo krowy zabrał. Nie mam pojęcia gdzie stacjonują, ważne, że nie w zimne noce pod gołym niebem.

Ale zaskakujące dla mnie okazało się zdanie zdziwionej sołtysowej, że przecież krowy gdzieś na świecie chodzą całymi dniami po dworze i nie muszą iść na noc do obory. Ale co by nie powiedzieć, nasze krowy to nie są jakieś syberyjskie gatunki ani bizony, które żyją w naturze. Nawet nasze ustawodawstwo przewiduje konieczność schronienia czy wodopoju a dla cieląt jakiś rodzaj obórek ( przeczytałam to zanim zaczęłam dzwonić do gminy). Nic na przykład dziwnego, że we Włoszech stada są cały dzień w plenerze, ale jaka tam temperatura! Niestety sołtysowa na starość jest dla „żywiny” coraz bardziej bezlitosna. Niby dba, zwierzaki są nakarmione, ale serca do nich nie ma. Na szczęście sołtys jest inny…

W zasadzie ucieszyłam się z weekendu na rancho, w pobliskim Tesco w Nasielsku kupiłam to co w Warszawie okupiłabym staniem w gigantycznych kolejkach oraz szukaniem miejsca na parkingu. Nie bardzo rozumiem, po co ludzie spod Warszawy jadą do miasta po zakupy, u mnie najtańsze pomarańcze były około 4 zł, mandarynki po 6-7 a tam kupiłam odpowiednio po 2,99 i 3 zł, bez problemu, masło po 3,30 ( 82%) i nie trzeba kupować kilku naraz. Zagniotłam też ciasto na pierogi z wiejskiej mąki, którą nabyłam właśnie u sołtysowej. Po południu zamierzam zrobić farsz i zakisić buraki, bo to ostatnio jest modne. Trochę żałuję, że tym razem nie nabyłam szatkowanej kapusty i nie zakisiłam ale poszłam na łatwiznę. Jednak dla nas to za dużo a potem smętnie gnije. Trzeba myśleć racjonalnie i nie wyrzucać żarcia.  

Kupiliśmy też choinkę w doniczce od gospodarza, który ją sam wyhodował. Jest troszkę drapakowata, stoi teraz w krzakach, ale jest w 100% naturalna. Tańsza niż „wypożyczona” bo tylko dwie dychy. Zaraz po Trzech Króli pojedzie na rancho i jak szybko możliwe- zostanie wsadzona w ziemię. Jak do tej pory dwie choinki z poświątecznego odzysku się przyjęły a jedna już jest całkiem spora. Zeszłoroczna niestety padła po kilku miesiącach dbania. Pewnie też miała zdrowo podcięte korzenie, trudno to zwykle sprawdzić.

Zapowiadają się ciepłe święta. Coś słyszałam o temperaturze +18 oC, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć. Mimo wszystko będę optowała za wyjazdem tam, po obowiązkowej wigilii rodzinnej, nabyłam w mojej ulubionej Szperze podnóżek rattanowy do renowacji i kolejny stary niemiecki barometr rtęciowy…

Nie ma to jak proste życie bez oglądania telewizora, ale zauważyłam, że od tej Christmasowej propagandy ludzie na wsi kupują te ohydne świecące jelenie, stawiają przed chałupami i obwieszają lampkami co się da. I cieszą się, że będzie transmisja z Sylwestra w górach. Oczywiście w wiadomej stacji. A potem się dziwić, że znów wybory przegrane. Nie mam nic do światełek, nawet weselej wieś wygląda wieczorami, choć renifery są równie paskudne jak krasnale latem.

Jedna myśl na temat “Wiejsko, przedświątecznie….

  1. ztym dzambem to chyba norma. mój b. mąż chodził co kilka dni do wielkiej mleczarni po bańkę mleka prosto od krowy. skończyło się bo mleczarze mu powiedzieli, że boją się że ktoś podkabluje, że oni vatowcy tak bez vatu oddają
    zapowiedź że tak zrobią była

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s